wtorek, 1 lipca 2014

9. Shell shock


„Pod gołym niebem w lesie leży od 200 do 300 biednych towarzyszy – jęki i krzyki, odór i krew mieszają się ze świeżym zapachem nocy, trawy, drzew – to istna rzeźnia! Niektórzy mają porozrywane nogi – niektórym pociski przeszły przez pierś – inni mają nie do opisania okropne rany twarzy lub głowy, wszyscy okaleczeni, przerażający, porozrywani, podziurawieni – niektórzy ranni w brzuch – część z nich to zaledwie chłopcy”.


- Walt Whitman, obóz rannych pod Gettysburgiem


„Jesteśmy otępiali od ciągłego napięcia. Jest to napięcie śmiertelne, drapiące wzdłuż rdzenia kręgowego niby wyszczerbiony nóż. Nogi nie chcą chodzić, ręce dygocą, ciało staje się cienką powłoką z trudem okrywającą powściągane szaleństwo, okrywającą niekończący się ryk, który wydziera się niepowstrzymanie. Nie mamy już ciała ani mięśni, a ze strachu przed czymś nieobliczalnym nie jesteśmy w stanie patrzeć na siebie.”


- Erich Maria Remarque







Wielki stres i gonitwa przed uciekającym życiem towarzyszy każdemu żołnierzowi w czasie wojny. Różnorodne opisy paniki występują w Kodeksie Hammurabiego, w Starym Testamencie czy ,,Odysei" Homera. Od wieków objawy występujących zaburzeń były takie same (m.in. ślepota, utrata mowy, utrzymujące się przez wiele godzin drgawki, zaniki pamięci, silne stany lękowe, fuga dysocjacyjna, bezsenność), lecz zmieniały się ich nazwy na przestrzeni dziejów. W czasie trwania wojny secesyjnej (początki psychiatrii wojskowej) wyewoluowało pojęcie nostalgii, a po I wojnie światowej szok wywołany wybuchem i nerwica okopowa. Natomiast po zakończeniu II wojny światowej zaczęto mówić o wyczerpaniu walką. Obecnie popularną diagnozą jest zaburzenie psychiczne pod postacią ostrej reakcji na stres - ASD lub zespołu stresu pourazowego - PTSD.  

Shell shock (nerwica frontowa) była bardzo popularna w czasie I wojny światowej, gdzie pod broń powołano 65 mln ludzi, z czego 10 mln zginęło w walce, kolejne tyle z powodu głodu i chorób, a 20 mln odniosło rany. W czasie działań zbrojnych żołnierze miesiącami wyczekiwali w okopach otoczeni brudem i powoli wszystkich opanowującym szaleństwem. Ciągle było słychać wybuchy bomb, a walczący człowiek musiał liczyć się z tym, że przez jeden z nich może zginąć. Oprócz tego był zobowiązany do przygotowywania się do akcji zbrojnej w kilka sekund. Brak snu, spokoju, ciągłe nerwy doprowadzały do ogromnych zmian w psychice żołnierza. Po raz pierwszy nerwica frontowa została opisana w 1916 roku przez Charlesa Myersa, jako efekt bezradności, stresu, widoku śmierci oraz nieustającego przerażenia.

W pierwszym miesiącach wojny sztaby armii dowiadywały się o dziwnych zachorowaniach żołnierzy w czasie ich działalności zbrojnej. Każdy z nich posiadał podobne przypadłości, a liczba objętych nimi ludzi stale wzrastała. Na początku uważano to za uszkodzenie mózgu, lecz spora część z objętych obserwacją żołnierzy nie posiadała urazów fizycznych. Przez długi okres medycyna nie mogła znaleźć rozwiązania tej wojskowej zagadki, lecz po wielu badaniach była w stanie wysnuć następujące hipotezy:
1) nerwica frontowa jako rezultat niedostrzegalnych mikrouszkodzeń mózgu, które miały być spowodowane przez falę uderzeniową eksplodujących pocisków artyleryjskich,
2) zatrucie tlenkiem węgla tworzącym się w dużej ilości podczas eksplozji pocisków lub efekt używanej broni chemicznej,
3) w mniejszym stopniu brano pod uwagę - psychiczne podłoże niespotykanych zachowań.





Gdy doszło do wystąpienia fali zaburzeń wśród żołnierzy, władze postanowiły odizolować ich od pozostałych walczących. Przewożono chorych do szpitali polowych, aby nie mieli oni styczności z ludźmi, którzy nie doznali urazu podczas wojny oraz aby nie wywoływać wśród nich paniki. Jeśli próby kilkutygodniowej rekonwalescencji zawiodły, żołnierz musiał zostać przetransportowany do specjalistycznego ośrodka psychiatrycznego znajdującego się daleko poza linią frontu. Tam mógł liczyć na bardziej profesjonalną opiekę i większe zaangażowanie lekarzy. Mimo, że pracujący w szpitalu psychiatrzy działali w imię dobra, to cały czas zmagali się z dylematem moralnym. Lekarze byli postawieni w pozycji wybrania mniejszego zła. Wiedzieli, że gdy doprowadzą do całkowitego wyleczenia pacjenta, to będą zmuszeni do wysłania go ponownie na linię frontu i wywołania prawdopodobnego nawrotu choroby. Gdyby tego nie zrobili, zostaliby narażeni na oskarżenia dotyczące sabotażu własnej ojczyzny.

Nerwica frontowa była wielkim problemem wśród dowództwa wojskowego, dlatego dopuszczano się wielu eksperymentalnych prób rozwiązania ,,plagi" niedyspozycji wśród żołnierzy. Metody leczenia były bardzo zróżnicowane w zależności od grup medycznych. Jedną z nich stosowano jako terapię indywidualną, która polegała na spotkaniu twarzą w twarz ze strachem, który często pojawiał się w koszmarach żołnierzy. Sny miałyby być odzwierciedleniem ich dramatycznych przeżyć zablokowanych głęboko w podświadomości. Poprzez dodatkową hipnozę, dietę, perswazję i masaże terapia dawała wiele pożądanych rezultatów. Mimo, to wiele lekarzy stosowało bardziej rygorystyczne działania. Często były to elektrowstrząsy o niskiej częstotliwości w celu pobudzenia dotkniętych zaburzeniem mięśni lub przetrzymywania chorego w izolatce aż do momentu zauważenia zmian w zachowaniu pacjenta. Te brutalne metody uważane były za o wiele szybsze w wynikach i częściowo prostsze w wykonaniu. Żołnierzom tłumaczono, że ból, który muszą doznawać jest istotny, gdyż poprzez cierpienie ciała leczy się zranioną duszę.



Nie zawsze osoby dotknięte nerwicą frontową były bezpieczne i mogły korzystać z usług lekarskich. Wielu z żołnierzy poprzez niezrozumiałe zachowania, musiało stanąć przez sądem wojennym, gdzie postawiano im zarzuty dezercji lub tchórzostwa. W kwestii prawnej po pierwszym roku wojny nastąpiły zmiany odnośnie danej choroby, lecz wśród wojskowych dominował pogląd, że ,,shell shock" nie może występować u żołnierzy walczących w elitarnych jednostkach. Nie zmienia to faktu, że często istnienie nerwicy frontowej było wykorzystywane przez walczących. Dochodziło do zjawisk ,,małego aktorstwa", aby tylko przekonać dowódców do swojej choroby, przejściu w bezpieczne miejsce i uniknięciu ryzyka śmierci na polu bitwy. Świadczyć może o tym fakt, że wiele żołnierzy nie znalazło się jeszcze na linii frontu, a już wracali z ,,shell shock'iem". 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz