sobota, 12 lipca 2014

16. Niedźwiedzica Baśka

W historii świata wiele zwierząt miało swoje szczególne miejsce. Głównie były przyjaciółmi ludzi i pomagały im wyjść z wszelakich opresji. Nie zawsze się o nich pamięta sugerując, że należały one jedynie do grup nic nie znaczących, nie mających rozumu ani uczuć. Wiele opowieści zmierza do obalenia tychże opinii. Bardzo znana jest historia niedźwiedzia Wojtka, lecz czy ktoś słyszał o pięknym, choć smutnym losie jego ,,prababki" Baśki Murmańskiej? W swoim życiu dokonała więcej niż nie jeden człowiek. Niedźwiedzica posiadała ludzkie odruchy, które wytwarzały podziw wśród osób mających szansę ją poznać. Opowieść o Baśce rozpoczyna się na Oceanie Lodowatym, gdzie się urodziła. Jej matką była piękna, okazała niedźwiedzica, która jak inne niedźwiedzie posiadała śnieżnobiałe futro i czarny nos. Przez cały okres przebywania przy rodzicielce uczyła się wielu sztuczek, które pomagały jej w późniejszym życiu na pewnym typie uwięzi. W kolejne etapy życia niedźwiedzica wchodziła dość niewinnie. Została wykupiona na targu od chłopa przez Walentego Karasia, gdy miała pół roku . Mężczyzna był wówczas skupiony na rywalizacji z pewnym Włochem o względy damy, którą oboje spotkali na balu misji francuskiej. Przeciwnik dowiedział się, że kobieta przepada za zwierzętami, więc spróbował to wykorzystać. Zawody się rozpoczęły, a Włoch jako pierwszy przyprowadził łasicę. Na to Karaś przychodząc pod jej dom zaprezentował gronostaja. Kolejnego dnia przeciwnik miał przy sobie żółtego lisa, a Polak wilczka, który zagryzł pupilka Włocha (niestety wilczka rozszarpały achangielskie łajki). Punktem kulminacyjnym było spotkanie Włocha z błękitnym lisem oraz Walentego z białym niedźwiadkiem prowadzonym na łańcuchu. Lis zauważając swojego naturalnego wroga uciekł przewracając swojego właściciela. Wtedy nasz miś skorzystał z okazji zaciskając zęby na ,,dolnej części pleców" Włocha. Dama, o którą wybuchła rozgorzała walka, krzyczała z wrażenia i wybiła łokciem okno. Walenty Karaś poczuł się zwycięzcą i stwierdził, że uratował honor polskiej armii, w której służył.




Jeszcze tego samego dnia wokół Baśki roztoczył się jeden mały skandal. Psu angielskiego generała dowodzącego wojskami koalicji bardzo ,,spodobała się" młoda niedźwiedzica i zapragnął urządzać z nią swawolne amory. Niestety Baśka nie odwzajemniła psiej adoracji i jednym potężnym ciosem pozbawiła zalotnika życia. Po rozmowach z dowódcą batalionu majorem Julianem Skokowskim zarządzono dziesięciodniowy areszt dla właściciela stworzenia. Baśkę zaczęto oswajać z ludźmi, stała się łagodna i bawiła się z dziećmi żołnierzy oddziału. Następnie rozkazem dziennym jako córkę regimentu przydzielono niedźwiedzicę do kompanii karabinów maszynowych batalionu murmańskiego i wyznaczono wikt. Z czasem stała się jednością ze swoimi żołnierzami, którzy ją pokochali. Jej postać była żywym sztandarem, który prowadził do wiecznego bohaterstwa. Osobistym opiekunem lub też niedźwiednikiem Baśki został kapral Smorgoński należący do dowódców bardzo wymagających. Nie szczędził sił na swoich żołnierzach, jak i samej niedźwiedzicy. Mężczyzna do nauki musztry Baśki podchodził z wielką determinacją i nie ograniczał się lekkim karceniem stworzenia. Kapral ćwiczył niedźwiedzicę ogniem i żelazem oraz innym nieprzyjemnymi narzędziami. W końcu udało mu się nauczyć Baśkę musztry, a w tym salutowania i naśladowania kroku marszowego. Smorgoński nawet zaprzyjaźnił się z niedźwiedzicą i prowadził z nią długie, wieczorne rozmowy. On pierwszy nazwał ją Baśką.

Zabawne były perypetie związane z wątpliwościami dotyczącymi płci Baśki. Cały jej oddział został podzielony na dwa wadzące ze sobą frakcje, zrzeszające zwolenników dwóch opcji. Aby rozstrzygnąć tą kwestię wezwano młodego lekarza ginekologa z Warszawy, który stwierdził, że niedźwiedź jest samicą. Wcześniej przyjmowano zakłady, co do burzliwego sporu. Po wygranej jednej ze stron zaczęto wnosić okrzyki i strzelać z radości na wiwat, co spowodowało zaalarmowanie angielskiego dowództwa.

Oddział murmański z wojskami koalicji popłynął parowcem do Gdańska 20 września 1919 roku. W tamtej chwili miał już za sobą półtoraroczne zmagania w północnej Rosji. Do Polski postanowiono przedostać się przez Anglię, gdzie witano żołnierzy na miarę największych bohaterów. Baśka miała wpływ na poglądy osób wiwatujących. Sama wyglądała na dumną ze swojego oddziału, chociaż głównie jej postać przynosiła Polakom niemałą chlubę. Anglicy z chęcią podziwiali dzikie, a zarazem oswojone stworzenie. Kilka miesięcy później 22 grudnia 1919 roku batalion po tymczasowym stacjonowaniu w Modlinie, przybył na defiladę, która odbyła się na Placu Saskim. Żołnierze maszerujący w asyście orkiestry wzbudzali ogromne zainteresowanie, lecz tłumy porwała nasza niedźwiedzica. Po mszy polowej i przemówieniach generałów oraz biskupów przyszedł moment na defiladę przed Naczelnikiem  Państwa - Józefem Piłsudskim. W czasie jego spotkania z Baśką mężczyzna chciał ją pogłaskać wyciągając w jej stronę dłoń, lecz ona bez namysłu podała mu swoją łapę. Swoim czynem rozbawiła Józefa Piłsudskiego.

Wesołe życie Baśki nie miało tak komediowego finału. Gdy wróciła do Modlina codziennie była wyprowadzana na zimne kąpiele w Wiśle. W czasie jednej z nich zerwała się z łańcucha i przepłynęła na drugą stronę rzeki. Tam ujrzał ją miejscowy chłop Wawrzon, który wiedział kim jest słynna niedźwiedzica, lecz uznał, że z jej futra byłaby zadowolona jego Marysieńka. Mężczyźni złapali za widły i zakłuli wystraszoną Baśkę. Gdy kapral Smorgoński zauważył brak pupila wyruszył wraz z innymi żołnierzy na drugi brzeg Wisły. Niestety nie udało im się uratować zwierzęcia, które było już obdzierane ze skóry. Na początku chłopi nie chcieli oddać ciała niedźwiedzicy, ale zmienili zdanie, gdy żołnierze zaatakowali ich sztachetami od pobliskiego płotu.

Baśkę wypchano i wstawiono do Muzeum Wojska Polskiego. Po wojnie została z niego usunięta i ślad po niej zaginął. Historia niedźwiedzicy została opisana przez pisarza batalistycznego Eugeniusza Małaczewskiego w opowiadaniu ,,Dzieje Baśki Murmańskiej" wchodzącego w skład tomu opowiadań ,,Koń na wzgórzu". Wizerunku niedźwiedzicy użyczył sobie Michał Bylina na swoim obrazie ,,Przegląd oddziałów Murmańczyków przez Naczelnego Wodza w Warszawie".

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz