sobota, 21 czerwca 2014

4. Szpital psychiatryczny w Owińskach

Eutanazja. Szpital psychiatryczny w Owińskach. Zapomniana tragedia.
Ludobójstwo w czasie II wojny światowej miało wiele oblicz, a większość z nich posiada towarzyszącą, tragiczną historię. Pora sobie o jednej przypomnieć. Historii z dreszczykiem na temat miejsca, o którym krążą różne legendy. Historii, na której podstawach można by było stworzyć wybitny horror. Ale po co? Wystarczy spojrzeć na zdjęcia opuszczonego budynku, zamknąć oczy i wyobrazić sobie czego przerażającego musieli doświadczyć pacjenci jednego ze szpitali w czasie wojny.



Skąd wzięło się określenie eutanazji przy temacie ludobójstwa? Dane słowo było przewrotnie stosowane przez hitlerowskich psychiatrów, których zadaniem była ukryta eliminacja z życia społecznego jednostek uważanych przez nich za niezdolnych do życia w cywilizowanym świecie oraz niemogących w jakikolwiek sposób sprzyjać dobru państwa. Adolf Hitler, jego podwładni oraz zwolennicy w swoich tezach utrzymywali kluczowe założenie mówiące o pozbywaniu się ludności niepożytecznej. Poglądy były propagowane w postaci referatów, filmów i wykładów, aby zmienić podejście jak największego skupiska ludności. Dochodziło nawet do wyliczania zysków w momencie pozbycia się ,,słabych jednostek". W lipcu 1939 roku odbyła się konferencja zajmująca się wdrożeniem w życie powyższych postulatów. Powstał ,,program eutanazji'', który mówił o utrzymaniu czystości rasy, ograniczeniu finansowania ludzi niedolnych do pracy oraz zwiększenie zaplecza szpitalnego na potrzeby wojny poprzez usunięcie ,,elementów zbędnych". Program nazywano kryptonimem T4 i został wprowadzony razem z programem ,,Intelligenzation" (usunięcie inteligencji, np. lekarzy, nauczycieli, urzędników) w Polsce już w pierwszych tygodniach okupacji hitlerowskiej. Jego celem była zamiana ludności polskiej w niewolników Rzeszy.

Szpital psychiatryczny w Owińskach od lat budzi wiele kontrowersji, ponieważ posiada straszliwą historię, którą niestety nie może się pochwalić. Z pewnością budynek jest bardzo klimatyczny i zachęca fotografów, lecz można go uznać także za bardzo ciekawy pod względem architektonicznym. Mimo, to każde zadrapanie na ścianie daje wrażenie buchającego cierpienia i mroku. Niestety budek jest bardzo zaniedbany, a jego remont jest niewyobrażalnie kosztowny.
Szpital powstał w opuszczonym klasztorze 25. stycznia 1838 roku. Zakład z roku na rok poszerzał się w pacjentów do nadejścia wojny (1100 chorych). W ramach akcji T4 w październiku 1939 roku wywieziono dorosłych pacjentów szpitala do lasów w okolicach Obornik Wielkopolskich i rozstrzelano. Pozostałe dzieci przetransportowano w listopadzie 1939 roku do Fortu VII w Poznaniu, gdzie wszystkie zostały zagazowane. Była to akcja z użyciem pierwszej testowej komory gazowej i początek masowego mordowania chorych w innych szpitalach psychiatrycznych, zakładach opiekuńczych, a także obozach koncentracyjnych i obozach zagłady. Po opuszczenia budynków przez chorych miejsce było rezerwowane dla ewentualnych rannych wracających z frontu.
Po zakończeniu wojny utworzono w dawnym szpitalu psychiatrycznym zakład wychowawczy, a w 1952 roku Ośrodek Szkolno-wychowawczy dla Dzieci Niewidomych. . Zakład wychowawczy został w 1952 roku przeniesiony do nowego budynku przy ul. Kolejowej, a w 1994 roku zamknięty. Obecnie teren znajduje się w rękach prywatnych.

Istotną kwestią jest udział personelu medycznego w czasie niemieckiej ,,eutanazji''. W mniejszym stopniu dotyczy on personelu pomocniczego, czyli pielęgniarek. obsługi technicznej. Odpowiedzialnością karną obarcza się psychiatrów, którzy wiedząc, co czeka pacjentów przygotowywali ich do transportu. Było to przestępstwo, pomoc w zbrodni. Nikt z chorym nie chciał umierać, a część z nich zdawała sobie sprawę, co ich czeka.

,,Dlaczego muszę wyjechać? To przecież nie moja wina, że jestem chora."
,,Teraz wiem, że nigdy nie wrócę. Ale jeżeli musimy umrzeć, będzie to łatwiejsze do zniesienia dla nas niż dla tych, którzy każą nam umierać."

Liczbę lekarzy biorących udział w ludobójstwie szacuje się na 350, a w tym wielu noszących tytuł profesora uniwersytetu. Część z nich popełniła samobójstwo. Nieliczni zostali osądzeni. Zbrodnię uważa się po ten czas za nierozwiązaną. Świadczy o tym dobytek literacki mówiący na temat ,,ludobójstwa-eutanazji". Problem do tej pory nie został gruntowanie zbadany. Powstało w Polsce dzieło monograficzne poświęcone danej tematyce pod redakcją Zdzisława Jaroszewskiego ( Wydawnictwo Naukowe PWN 1993). Posiada ono kompilacyjny charakter oraz jest dość przestarzałe, co wpływa na jakość informacji, które się w nim znajdują. Powstały także artykuły związane z przedstawioną przeze mnie zbrodnią, jednak autorzy podeszli do tematu dość ogólnikowo. Materiał dziennikarski nie mógł zostać przetłumaczony na inne języki, a tym samym nie uległ popularyzacji międzynarodowej.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz