poniedziałek, 30 czerwca 2014

8. Dzieciobójstwo w rodzinie Goebbels'ów

W czasie II wojny światowej makabryczny koniec spotkał nie tylko dzieci z prostych rodzin, które w męczarniach witały się z nowym światem. Maleństwa bardzo często nie zdawały sobie sprawy z rozciągającego się wokół nich piekła. Nie miały one w większości przypadków wpływu na losy straszliwej wojny. Czy tylko dzieci, które ginęły za sprawą nazistowskich władz są w stanie wywołać u nas skrajnie przytłaczające emocje? A może powinniśmy spojrzeć na tragedię dzieci z rodzin obecnie przez nas potępianych? Czy ich ból można porównać do bólu zwykłych, prostych, często anonimowych istotek?
Rzadko zostaje przedstawiany problem rodziny Goebbels'ów, a tym samym ich życia codziennego, wzajemnych relacji aż w końcu śmierci w tajemniczych okolicznościach. Głównie wypowiada się na temat Joseph'a Goebbelsa, jego bezlitosnej natury, na której opierała się cała kariera nazisty jako ministra propagandy Rzeszy oraz jej kanclerza. W mniejszym stopniu ludzie są zapoznani z Magdą Goebbels, która była uważana za przykład idealnej żony dla żołnierza niemieckiego, ślepo wpatrzonej w chore, hitlerowskie ideały. O ich dzieciach mówi się niewiele, ponieważ materiał źródłowy związany z tym tematem jest dość okrojony. Mimo wszystko, to one były najbardziej pokrzywdzone wśród całej swojej rodziny.



Para małżonków była bardzo specyficznymi, okrutnymi ludźmi. Joseph potrafił zachwycać się swymi dziećmi, a przy tym nie interesował się ich uczuciami. To zdecydowanie utrudniało relacje między nimi a ich matką. Nazista dopuścił się nawet wykorzystania swoich córek w celach propagandowych. Helga i Hilda zostały namówione do uczestniczenia w filmie, na którym miałyby wręczać kwiaty w szpitalu niemieckim żołnierzom. Dziewczynki przerażone wyglądem pacjentów, nie zdołały spełnić woli ojca.
Całe rodzeństwo mieszkało przez dwa ostatnie lata wojny z Hubner, nianią i swoimi babciami w wiejskiej rezydencji Goebbels'ów w Waldhof am Bogensee. Ich rodziców często nie było w domu, a za każdym razem, gdy wracali radości dzieci nie było końca. Nie znały mrocznej strony swoich opiekunów i wpatrywały się w nich jak w obrazek. Tylko teściowa Joseph'a ani sama jego matka nie była zadowolona z jego powrotów, gdyż obie nie popierały działalności kanclerza i otwarcie wypowiadały się nad jego brutalnością. Magda Goebbels, gdy pojawiała się w domu cały czas próbowała zatrzeć rozdzierający ją ból i smutek. Nie było to dla niej łatwe, gdyż zmagała się z ciężką depresją. Oprócz tego cierpiała na bóle serca i paraliż prawej strony twarzy, z którego powodu wyjeżdżała na leczenie do drezdeńskiego sanatorium. Gdy przesiadywała w rezydencji przez wiele godzin wsłuchiwała się w muzykę z opery Glucka ,,Orfeusz i Eurydyka'':

,, Żałuję, że się urodziłem. Niestety muszę na tym świecie żyć."





Wśród szóstki dzieci Goebbels'ów jedno z nich się mocno wyróżniało. Najstarszą z dziewczynek była Helga. Jedyna z całej gromady rozumiała, że coś się dzieje złego w jej otoczeniu. Nie mogła niestety nic zrobić, oprócz wpatrywania się smutnymi oczami na kolejne niezrozumiałe zjawiska. Była nazywa ,,ukochaną dziewczynką Hitlera". Występuje wiele zdjęć, które przedstawiają jej relacje z najpotężniejszym nazistą tamtych czasów.



Pod koniec wojny, która przynosiła klęskę Niemiec Joseph Goebbels zdawał sobie sprawę, że niedługo nadejdzie godzina, z której będą musieli rozliczyć się wszyscy zbrodniarze niemieccy. W tej sytuacji postanowił schronić się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Minister chciał dokończyć żywota u boku swojego przyjaciela, a także w sporej mierze idola. Oprócz niego znajdowało się tam kilkadziesiąt osób (w tym Ewa Braun - żona Hitlera, Magda Goebbels - żona przedstawionej przeze mnie postaci i jej sześcioro dzieci), które odliczały sekundy do swojej największej porażki. Małżonka kanclerza uznała, że zabranie swojego potomstwa do bunkru jest najlepszych rozwiązaniem, ponieważ nie chciała, aby jej dzieci miały styczność z antyhitlerowskimi działaniami. Mimo, że wszyscy inni czołowi naziści schronili swoje rodziny w bezpiecznych miejscach, to Magda Goebbels była nieugięta.



Według wielu zeznań małżeństwo było już zdecydowane na zamordowanie swojego potomstwa 27 kwietnia 1945 roku, a następnie na popełnienie zbiorowego samobójstwa. Moment ten został przełożony w czasie, a sama żona nazisty powoli zaczynała wchodzić w stan szaleństwa. Nie potrafiła nawet spojrzeć na swoje dzieci bez uronienia łzy, a swój czas wolny poświęcała na układanie pasjansów i leżenie w swoim łóżku.

O pomoc przy uśmierceniu całego rodzeństwa kobieta poprosiła doktora Helmuta Kunza, którego propozycja o oddaniu dzieci do Czerwonego Krzyża została stanowczo odrzucona. Wojskowy dentysta 1 maja 1945 roku około 4.00-5.00 nad ranem podał w zastrzyku każdemu z rodzeństwa morfinę. Uśpione dzieci po dziesięciu minutach otrzymały w usta dodatkowo kapsułkę z cyjankiem potasu. Magda Goebbels chciała mieć pewność, że jej dzieci już się nie obudzą.

Występuje druga wersja tego okropnego wydarzenia, która mówi, że małżonka nazisty osobiście otruła swoje dzieci przy pomocy czekoladek nasączonych środek nasennym (finodin). Możliwe, że najstarsza z córek - Helga nie chciała przyjąć małego podarunku, ponieważ dwunastolatka uważała zachowanie matki za bardzo podejrzane. Następnie musiano ją otruć siłą. Takie przypuszczenie powstało po wejściu Rosjan do bunkru, odnalezieniu ciał dzieci, a następnie wykonaniu sekcji zwłok na Heldze. Wykazała ona widoczne obrażenia na całym ciele dziewczynki, a szczególnie wokół ust. Świadczy to o wyzwoleniu się ducha walki u dziecka w ostatnich chwilach jej życia.



Gdy Magda i Joseph Goebbels otruli własne dzieci, sami zaczęli przygotowywać się do samobójstwa. Świadkowie twierdzą, że oboje schludno obrani wyszli spokojnym krokiem, trzymając się pod ramię, około 8.00 wieczorem 1 maja na dziedziniec Kancelarii Rzeszy. Tam już czekali na nich SS-mani posiadający sześć kanistrów benzyny, aby po ich śmierci spalić ciała. Co do samej formy samobójstwa istnieją dwa przypuszczenia. Pierwsze mówi o strzałach w głowy niemieckiej pary przez niemieckich żołnierzy. Druga zaś o przegryzieniu przez Magdę ampułki z cyjankiem potasu i jej zastrzeleniu przez męża oraz zatruciu się Goebbelsa i wycelowaniu w siebie z broni palnej. Po całej scenie doszło do polania zwłok benzyną i ich podpalenia.

wtorek, 24 czerwca 2014

7. Manipulacja polityczna

Jak ślepi są Polacy i do czego są zdolne władze naszego kraju?

,,1 – ODWRÓĆ UWAGĘ Kluczowym elementem kontroli społeczeństwa jest strategia polegająca na odwróceniu uwagi publicznej od istotnych spraw i zmian dokonywanych przez polityczne i ekonomiczne elity, poprzez technikę ciągłego rozpraszania uwagi i nagromadzenia nieistotnych informacji. Strategia odwrócenia uwagi jest również niezbędna aby zapobiec zainteresowaniu społeczeństwa podstawową wiedzą z zakresu nauki, ekonomii, psychologii, neurobiologii i cybernetyki. „Opinia publiczna odwrócona od realnych problemów społecznych, zniewolona przez nieważne sprawy. Spraw, by społeczeństwo było zajęte, zajęte, zajęte, bez czasu na myślenie, wciąż na roli ze zwierzętami (cyt. tłum. za „Silent Weapons for Quiet Wars”).

2 – STWÓRZ PROBLEMY, PO CZYM ZAPROPONUJ ROZWIĄZANIE Ta metoda jest również nazywana „problem – reakcja – rozwiązanie”. Tworzy problem, „sytuację”, mającą na celu wywołanie reakcji u odbiorców, którzy będą się domagali podjęcia pewnych kroków zapobiegawczych. Na przykład: pozwól na rozprzestrzenienie się przemocy, lub zaaranżuj krwawe ataki tak, aby społeczeństwo przyjęło zaostrzenie norm prawnych i przepisów za cenę własnej wolności. Lub: wykreuj kryzys ekonomiczny aby usprawiedliwić radykalne cięcia praw społeczeństwa i demontaż świadczeń społecznych.

3 – STOPNIUJ ZMIANY Akceptacja aż do nieakceptowalnego poziomu. Przesuwaj granicę stopniowo, krok po kroku, przez kolejne lata. W ten sposób przeforsowano radykalnie nowe warunki społeczno-ekonomiczne (neoliberalizm) w latach 1980. i 1990.: minimum świadczeń, prywatyzacja, niepewność jutra, elastyczność, masowe bezrobocie, poziom płac, brak gwarancji godnego zarobku – zmiany, które wprowadzone naraz wywołałyby rewolucję.

4 – ODWLEKAJ ZMIANY Kolejny sposób na wywołanie akceptacji niemile widzianej zmiany to przedstawienie jej jako „bolesnej konieczności” i otrzymanie przyzwolenia społeczeństwa na wprowadzenie jej w życie w przyszłości. Łatwiej zaakceptować przyszłe poświęcenie, niż poddać się mu z miejsca. Do tego społeczeństwo, masy, mają zawsze naiwną tendencję do zakładania, że „wszystko będzie dobrze” i że być może uda się uniknąć poświęcenia. Taka strategia daje społeczeństwu więcej czasu na oswojenie się ze świadomością zmiany, a także na akceptację tej zmiany w atmosferze rezygnacji, kiedy przyjdzie czas.

5 – MÓW DO SPOŁECZEŃSTWA JAK DO MAŁEGO DZIECKA Większość treści skierowanych do opinii publicznej wykorzystuje sposób wysławiania się, argumentowania czy wręcz tonu protekcjonalnego, jakiego używa się przemawiając do dzieci lub umysłowo chorych. Im bardziej usiłuje się zamglić obraz swojemu rozmówcy, tym chętniej sięga się po taki ton. Dlaczego? „Jeśli będziesz mówić do osoby tak, jakby miała ona 12 lat, to wtedy, z powodu sugestii, osoba ta prawdopodobnie odpowie lub zareaguje bezkrytycznie, tak jakby rzeczywiście miała 12 lub mniej lat” (zob. Silent Weapons for Quiet War).

6 – SKUP SIĘ NA EMOCJACH, NIE NA REFLEKSJI Wykorzystywanie aspektu emocjonalnego to klasyczna technika mająca na celu obejście racjonalnej analizy i zdrowego rozsądku jednostki. Co więcej, użycie mowy nacechowanej emocjonalnie otwiera drzwi do podświadomego zaszczepienia danych idei, pragnień, lęków i niepokojów, impulsów i wywołania określonych zachowań.

7 – UTRZYMAJ SPOŁECZEŃSTWO W IGNORANCJI I PRZECIĘTNOŚCI Spraw, aby społeczeństwo było niezdolne do zrozumienia technik oraz metod kontroli i zniewolenia. „Edukacja oferowana niższym klasom musi być na tyle uboga i przeciętna na ile to możliwe, aby przepaść ignorancji pomiędzy niższymi a wyższymi klasami była dla niższych klas niezrozumiała (zob. Silent Weapons for Quiet War).

8 – UTWIERDŹ SPOŁECZEŃSTWO W PRZEKONANIU, ŻE DOBRZE JEST BYĆ PRZECIĘTNYM Spraw, aby społeczeństwo uwierzyło, że to „cool” być głupim, wulgarnym i niewykształconym.

9 – ZAMIEŃ BUNT NA POCZUCIE WINY Pozwól, aby jednostki uwierzyły, że są jedynymi winnymi swoich niepowodzeń, a to przez niedostatek inteligencji, zdolności, starań. Tak więc, zamiast buntować się przeciwko systemowi ekonomicznemu, jednostka będzie żyła w poczuciu dewaluacji własnej wartości, winy, co prowadzi do depresji, a ta do zahamowania działań. A bez działań nie ma rewolucji!

10 – POZNAJ LUDZI LEPIEJ NIŻ ONI SAMYCH SIEBIE Przez ostatnich 50 lat szybki postęp w nauce wygenerował rosnącą przepaść pomiędzy wiedzą dostępną szerokim masom a tą zarezerwowaną dla wąskich elit. Dzięki biologii, neurobiologii i psychologii stosowanej „system” osiągnął zaawansowaną wiedzę na temat istnień ludzkich, zarówno fizyczną jak i psychologiczną. Obecnie system zna lepiej jednostkę niż ona sama siebie. Oznacza to, że w większości przypadków ma on większą kontrolę nad jednostkami, niż jednostki nad sobą."





Powyżej zamieściłam bardzo ciekawą listę stworzoną w oparciu o pracę amerykańskiego lingwisty Noama Chomskiego. Doprowadziła ona do wielu przemyśleń z mojej strony oraz wywołania chęci podzielenia się nią na moim blogu. Nie widziałam sensu przekształcania tych świetnie wypunktowanych myśli na swój własny język. Chciałabym jedynie dokonać małego komentarza odnośnie przedstawionej przeze mnie listy.

Nikt nie jest nieomylny i każdy ma prawo popełniać błędy. Nawet te odnoszące się do losów naszego kraju. Rzadko, która osoba ma świadomość, jak bardzo może wpłynąć na byt swojego państwa, a tym samym przyszłości własnej, najbliższej rodziny, przyszłych pokoleń. Wiele osób spoczywa na laurach i jedynie chce dożyć spokojnej starości nie posiadając jakiejkolwiek wiedzy dotyczącej otaczającego ich świata. Zdeterminowana jednostka potrafi poruszać tłumy, szuka wzorców, pożąda wiedzy. Żadna droga nie jest łatwa, a tym bardziej posiadająca najrozmaitsze przeszkody - droga polityczna, droga własnej wolności. Ludzie mają klapki na oczach i nie wiedzą jak bardzo siebie ranią bezczynnością. Chociaż wiele osób może mi teraz zarzucić to, że także teoretycznie ,,nic nie robię'', lecz nie mam potrzeby spowiadania się komukolwiek ze swojej działalności i poglądów. Chciałabym, aby społeczeństwo zrozumiało jak bardzo jest otumanione grami słownymi, gestami, obietnicami, niepokojącymi przedsięwzięciami. Nic nie ociera się o normę w kraju posiadającym tak mały odsetek ludzi uświadomionych w konsekwencjach swoich czynów względem polityki. Każdy czy chce czy nie wpływa na decyzje odnoszące się do walki z niesprawiedliwością.

Uważam, że największym minusem jest myślenie człowieka w sposób bardzo krótkoterminowy. Nikt nie chce wojować z naszymi smutnymi rządami, ponieważ spisuje ten kraj na straty. Dana jednostka uważa, że każde jej staranie odbije się pozytywnie maksymalnie poza jej okresem życia. Gdyby każdy twierdził tak samo, a nasi przodkowie sądziliby, że Polska to tylko jeden syf i bagno, to obecnie nie wiadomo jak potoczyłyby się nasze losy. W sumie ciężko wyobrazić sobie, czy mielibyśmy szansę istnienia. Wykonując jeden ruch dajesz możliwość na ruszenie się wielkiej machiny, która odbudowywałaby, to co zniszczyli ludzie nie posiadający żadnych ambicji. Bierna postawa to postawa egoistyczna. Patrząc na cierpienie, cierpienie własnej ojczyzny, która cię wychowała i przygarnęła, nie potrafisz podać jej ręki, nie możesz powiedzieć, że ją kochasz, a jej istnienie ma dla ciebie jakiekolwiek znaczenie.

poniedziałek, 23 czerwca 2014

6. Moda w dwudziestoleciu międzywojennym



Moda od wieków była odzwierciedleniem bytu ludzkiego w danej epoce. Sam koniec I wojny światowej oraz odzyskanie niepodległości przyczyniło się do wielkiej rewolucji w dbaniu o siebie przez Polaków, a głównie Polek. Wszystkie ingerencje  polityczne, ekonomiczne, gospodarcze wytworzyły przewrót w garderobach kobiet. 





Tuż po wojnie, czyli w latach 20. moda podlegała wpływowi stylu Art Deco, który charakteryzował się geometryzacją, nieuproszczeniem, częstym używaniem kontrastów. W strojach tego okresu zdecydowanie stawiano na ich praktyczność, gdyż nadszedł czas odbudowania zniszczonej ojczyzny. Bycie piękną oznaczało po części bycie ,,chłopczycą". Za wzór, ideał stawiano kobiety, które przypominały obecne wychudzone modelki. Noszono luźne, zakrywające kobiece kształty, krótsze niż wcześniej suknie. Wśród biżuterii dominowały długie, wiszące kolczyki bądź klipsy, wisiory na długich łańcuchach, które najczęściej wykonywane były z białych brylantów i czarnego onyksu lub emalii (ewentualnie ze szklanych paciorków). Natomiast w sztucznej biżuterii stosowano sztrasy i jasny metal. Wśród fryzur wybierane było krótkie cięcie o chłopięcym zabarwieniu. W latach 20. rozpoczęły się nawyki kobiet, co do codziennego makijażu oraz odziewania się w naturalne futra. Odważne panie sięgały po krwistoczerwoną szminkę, ciemne cienie pod oczami, lakier do paznokci, czarny tusz do rzęs czy ołówek do oczu. Nastały też czasy, gdzie zaczął być modny dla kobiet wcześniej skandalizujący zwyczaj palenia papierosów. Wszystkie palaczki doczekały się nawet pięknie ozdabianych cygaretek.

Lata 30. przywitały renesans strojów wśród płci pięknej. Odznaczał się podkreśleniem kobiecej sylwetki poprzez długie suknie eksponujące ramiona, biust i wcięcie w talii. Strojne sukienki posiadały dopasowaną górę, pasek w talii lub rozkloszowaną spódnicę sięgającą połowy łydki. Modne stały się także bluzki, swetry, spódnice. Swój czas królowania na warszawskich salonach miał kostium, który był traktowany nie tylko jako strój codzienne, lecz uzdrowiskowy lub sportowy. Wśród okryć wierzchnich dominował beż i granat. Czerń lub płaszcze z futrem głównie nosiły starsze panie. Produkowano je w wersjach dopasowanych oraz luźnych zestawianych z sukniami lub spódnicami i bluzką. W świecie fryzur powróciła moda na fryzury dłuższe, poddane trwałej ondulacji, często włosy rozjaśniano perhydrolem. Nie były rzadkością kobiety czeszące się w drobne loki, które misternie przypinały wokół głowy. Loki tworzyły specjalnymi żelazkami, które niejednokrotnie doprowadzały do utraty bujnych pukli jednej z ówczesnych panien.


 



Moda jest odzwierciedleniem życia ludzi i tak było, jest i będzie, a jej interpretacja i wprowadzenie w naturalny element życia zależał od statusu majątkowego i przynależności do szczebla społecznego. Kobiety w przedwojennej Polsce wzorowały się na modzie francuskiej, paryskiej, która oddziaływała już  kilka wieków wcześniej w całej Europie. Polacy próbowali jedynie wprowadzić do niej akcenty rodzime, którymi były lniane i wełniane tkaniny, jedwab z Milanówka oraz zdobienia z motywami ludowymi. O wszystkich nowinkach związanych z modą panie dowiadywały się przez różnego typu pisma kobiece i poradniki.

W czasie międzywojnia kobiety zrozumiały czym jest strój formalny i nieformalny oraz kiedy on obowiązuje. W ciągu dnia noszono suknie lub kostiumy codzienne, w czasie popołudniowych koktajli stroje były już bardziej wyszukane, a wieczorami lub podczas balów kobiety mogły się popisać swoim największym dobytkiem garderobianym. Zasady mody dotyczyły również butów (jak najbardziej zakrywających przednią część stopy). rękawiczek, kapeluszy, etoli, futrzanych kołnierzy, pończoch czy torebek. Bardzo popularne stało się ,,zażywanie kąpieli słonecznych i wodnych'', dlatego powstały stroje sportowe (kostiumy kąpielowe, narciarskie, tenisowe), które mimo swojej zwiewności nadal mieściły się w granicach etyki. Dostosowano także suknie ślubne i bieliznę. Smukłe panie zszywały koszulki nocne z majtkami. Halki wykonywano z cielistego jedwabiu mającego za zadanie imitować nagość pod prześwitującymi sukniami wieczorowymi. Biustonosze zostały dopasowane do figury kobiety. Kiedy pani posiadała okrąglejsze ciało rezygnowała z formujących miseczek. Zastępowano je biustonoszami będącymi ciasno zapinanym pasem bez żadnej formy.





Jak moda odnosiła się do dzieci i młodzieży? Młodzi ludzie byli podporządkowani zasadom ich opiekunów bądź rodziców. Ubierano młodzież bardzo skromnie (nawet w najzamożniejszych rodzinach), często dzieci zakładały stare ubrania po starszym rodzeństwie. Najbardziej popularny był strój marynarski wśród małych chłopców i dziewczynek.

Warto wiedzieć, że w latach 20. urządzano już pierwsze pokazy mody przez duże firmy modniarskie w ich siedzibach lub teatrach. Nie obyło się na nich bez wizyty tancerek i aktorek, które w latach 30. zaczęły przybyć na te małe widowiska do warszawskiej kawiarni ,,SIM'', którą prowadziła Zofia Arciszewska. Mimo, że pokazy odbywały się, to nie istniał zawód modelki. Okres świetności posiadały domy mody: Hesego, Zmigrydera, Myszkorowskiego, Chowańczaka i Apfelbauma. W Polsce wielką sławą mogło się szczycić wiele pracowni bieliźniarskich i kapeluszniczych oraz firma produkująca obuwie Kielmana czy Strusia. Pierwszym domem towarowym w naszym kraju był założony przez Braci Jabłkowskich, gdzie można było zrobić o wiele tańsze zakupy.





niedziela, 22 czerwca 2014

5. Irma Grese - Piękna bestia

Była uważana za piękną kobietę Dwudziestodwuletnia dziewczyna mająca 163 cm wzrostu. Niebieskooka blondynka, bardzo zadbana o proporcjonalnych rysach twarzy. Cholernie dziewczęca, niewinna z anielską buzią. Wydawała się chodzącym przykładem dobroci i czystego serca. Jak łatwo wygląd może zmylić człowieka. Nazistowscy zbrodniarze kojarzą się głównie z mężczyznami o aryjskiej urodzie i spojrzeniu pełnym grozy. Kobieta była zawsze uważana za istotę o wiele delikatniejszą i niezdolną do popełniania okrucieństw. Jest to podejście ogromnie błędne, ponieważ panie zatrudnione w niemieckich miejscach agonii potrafiły zadawać więcej bólu niż nie jeden mężczyzna. Jedną ze światowych morderczyń była Irma Grese, której udało się pobić dwa rekordy jednocześnie. Pierwszym była odpowiedzialność za śmierć największej liczby kobiet w XX w., a drugim posiadanie najmniejszej liczby lat wśród skazanych za ludobójstwo.


Kobieta urodziła się 7 października 1923 roku w Wrechen pod Pasewalkiem w Meklemburgii. Dorastała w dość nietypowych warunkach. Jej matka (Bertha Grese) popełniła samobójstwo poprzez wypicie kwasu solnego, gdy Irma miała zaledwie dwanaście lat. Pozostał jej wtedy tylko ojciec mleczarz i czworo rodzeństwa. Pomimo wszystko nie należała do osób, które cenią wartości rodzinne. Gdy po latach wstąpiła do służby w SS, doniosła gestapo na swojego rodziciela, którego następnie zamordowano. Powodem wydania własnego ojca był jego bunt przeciwko pracy córki. Wcześniej kobieta w wieku czternastu lat rzuciła szkołę i uciekła z domu. Na początku podjęła pracę w mleczarni, a następnie jako pomoc pielęgniarska w sanatorium dla żołnierzy SS w Hohenlychen. Dyrektorem placówki był Karl Gebhart, który po latach został oskarżony o eksperymenty medyczne na więźniarkach w czasie wojny (nazywał je swoimi ,,królikami"). Kobiety były trwale okaleczane lub umierały w wielkich cierpieniach.
Niestety kariera pielęgniarki nie została wpisana w karty jej życiorysu. Irma zgłosiła się jako ochotniczka do służby pomocniczej SS, gdzie później została skierowana do obozu dla kobiet w Ravensbruck. Po ukończeniu szkolenia w 1943 roku na własną prośbę przeniesiono ją do obozu koncentracyjnego Auschwitz-Birkenau. Na początku pełniła funkcję telefonistki, później pilnującej komanda budowy dróg i ogrodowego, a następnie awansowała na stanowisko SS-Oberaufseherin. W maju 1944 została nadzorczynią w Obozie C oraz w grudniu tego samego roku raportową w obozie dla kobiet Birkenau.

W czasie służby w SS kobieta była istnym potworem w ludzkiej skórze. Nazywano ją ,,piękną bestią'', co było połączeniem jej urody oraz determinacji w zbrodniczych czynach opartych na wpajanych nazistowskich ideałach. Była bezlitosna i nie znała umiaru w swoich dramatycznych czynach. Nikt nie mógł pojąć, jak z prostej, wiejskiej dziewczyny powstał twór niszczący wszystko dookoła.
Irma Grese posiadała oryginalny uniform mający podkreślić jej błękitne oczy oraz w dłoni nosiła celofanowy pejcz przypominających szkło. Niewinnie wyglądający przedmiot był narzędziem tortur dla wielu więźniarek. Oprócz tego sadystce zawsze towarzyszyły przeszkolone, głodne psy. Kobietę podziwiali wszyscy mężczyźni niemieckiej strony załogi oraz jej postać wzbudzała zazdrość części składającej się z płci pięknej. Irma była najprawdopodobniej biseksualna, ponieważ znane są jej romanse z Josefem Kramerem i Marią Madl oraz z różnymi więźniami i więźniarkami (głównie Polkami). Do całokształtu jej postaci dochodzi również jej charakterystyczna postawa, gesty, teatralne pozy będące często obiektem kpin.
Morderczyni była od zawsze zafascynowana cierpieniem młodych kobiet, a także doznawała przyjemności seksualnej oglądając ból bitych przez nią więźniarek. Dopuszczała się również konkretnych zabójstw na poszczególnych kobietach. Domniema się, że w jej mieszkaniu znajdował się abażur skonstruowany ze skór trzech więźniarek. Osoby, które miały okazję ją poznać śmiało stwierdzały, że Irma miała duże problemy z emocjonalnością. Jej niezrównoważanie psychiczne przejawiało się w niekontrolowanym śmiechu i snuciu wizji o swojej karierze aktorki w Hollywood.

Irma Grese 18/19 stycznia 1945 roku została zmuszona do opuszczenia Auschwitz wraz z nowym transportem, aby uciec przed nadciągającą Armią Czerwoną. Udała się do Bergen-Belsen, gdzie dostała tytuł Arbeitsdienstfuhrerin i posiadała tą posadę do aresztowania jej przez Brytyjczyków 17 kwietnia 1945 roku.  W czasie procesu (17 września - 17 listopada 1945 MTV-Halle w Luneburgu) kobieta była niewzruszona i nigdy nie przyznała się do winy. A z pewnością zaprzeczała temu, że posiadała jakąkolwiek satysfakcję z dręczenia więźniarek. W swoim pożegnalnym liście zaznaczyła, że przyszło jej umierać ,,z czystym sumieniem'', a oprócz tego całą noc wyśpiewywała nazistowskie pieśni. Irma została skazana na śmierć przez powieszenie 13 grudnia 1945 roku. Wyrok wykonał angielski kat Albert Pierrepoint. Jej ostatnimi słowami było: ,,Szybciej, miejmy już to za sobą''. Ciągle się uśmiechała, jakby nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji. Została pochowana na cmentarzu więziennym, później jej ciało zostało przetransportowane na cmentarz miejski w Hamlen. W 1986 roku władze były zmuszone kolejny raz zmienić miejsce pochówku Irmy, ponieważ wcześniejsze było obiektem pielgrzymek neonazistów, gdzie sadystka w pewnych kręgach była uważana za męczennicę.



Proces Irmy Grese


Powieszenie strażniczek z Bergen-Belsen

sobota, 21 czerwca 2014

4. Szpital psychiatryczny w Owińskach

Eutanazja. Szpital psychiatryczny w Owińskach. Zapomniana tragedia.
Ludobójstwo w czasie II wojny światowej miało wiele oblicz, a większość z nich posiada towarzyszącą, tragiczną historię. Pora sobie o jednej przypomnieć. Historii z dreszczykiem na temat miejsca, o którym krążą różne legendy. Historii, na której podstawach można by było stworzyć wybitny horror. Ale po co? Wystarczy spojrzeć na zdjęcia opuszczonego budynku, zamknąć oczy i wyobrazić sobie czego przerażającego musieli doświadczyć pacjenci jednego ze szpitali w czasie wojny.



Skąd wzięło się określenie eutanazji przy temacie ludobójstwa? Dane słowo było przewrotnie stosowane przez hitlerowskich psychiatrów, których zadaniem była ukryta eliminacja z życia społecznego jednostek uważanych przez nich za niezdolnych do życia w cywilizowanym świecie oraz niemogących w jakikolwiek sposób sprzyjać dobru państwa. Adolf Hitler, jego podwładni oraz zwolennicy w swoich tezach utrzymywali kluczowe założenie mówiące o pozbywaniu się ludności niepożytecznej. Poglądy były propagowane w postaci referatów, filmów i wykładów, aby zmienić podejście jak największego skupiska ludności. Dochodziło nawet do wyliczania zysków w momencie pozbycia się ,,słabych jednostek". W lipcu 1939 roku odbyła się konferencja zajmująca się wdrożeniem w życie powyższych postulatów. Powstał ,,program eutanazji'', który mówił o utrzymaniu czystości rasy, ograniczeniu finansowania ludzi niedolnych do pracy oraz zwiększenie zaplecza szpitalnego na potrzeby wojny poprzez usunięcie ,,elementów zbędnych". Program nazywano kryptonimem T4 i został wprowadzony razem z programem ,,Intelligenzation" (usunięcie inteligencji, np. lekarzy, nauczycieli, urzędników) w Polsce już w pierwszych tygodniach okupacji hitlerowskiej. Jego celem była zamiana ludności polskiej w niewolników Rzeszy.

Szpital psychiatryczny w Owińskach od lat budzi wiele kontrowersji, ponieważ posiada straszliwą historię, którą niestety nie może się pochwalić. Z pewnością budynek jest bardzo klimatyczny i zachęca fotografów, lecz można go uznać także za bardzo ciekawy pod względem architektonicznym. Mimo, to każde zadrapanie na ścianie daje wrażenie buchającego cierpienia i mroku. Niestety budek jest bardzo zaniedbany, a jego remont jest niewyobrażalnie kosztowny.
Szpital powstał w opuszczonym klasztorze 25. stycznia 1838 roku. Zakład z roku na rok poszerzał się w pacjentów do nadejścia wojny (1100 chorych). W ramach akcji T4 w październiku 1939 roku wywieziono dorosłych pacjentów szpitala do lasów w okolicach Obornik Wielkopolskich i rozstrzelano. Pozostałe dzieci przetransportowano w listopadzie 1939 roku do Fortu VII w Poznaniu, gdzie wszystkie zostały zagazowane. Była to akcja z użyciem pierwszej testowej komory gazowej i początek masowego mordowania chorych w innych szpitalach psychiatrycznych, zakładach opiekuńczych, a także obozach koncentracyjnych i obozach zagłady. Po opuszczenia budynków przez chorych miejsce było rezerwowane dla ewentualnych rannych wracających z frontu.
Po zakończeniu wojny utworzono w dawnym szpitalu psychiatrycznym zakład wychowawczy, a w 1952 roku Ośrodek Szkolno-wychowawczy dla Dzieci Niewidomych. . Zakład wychowawczy został w 1952 roku przeniesiony do nowego budynku przy ul. Kolejowej, a w 1994 roku zamknięty. Obecnie teren znajduje się w rękach prywatnych.

Istotną kwestią jest udział personelu medycznego w czasie niemieckiej ,,eutanazji''. W mniejszym stopniu dotyczy on personelu pomocniczego, czyli pielęgniarek. obsługi technicznej. Odpowiedzialnością karną obarcza się psychiatrów, którzy wiedząc, co czeka pacjentów przygotowywali ich do transportu. Było to przestępstwo, pomoc w zbrodni. Nikt z chorym nie chciał umierać, a część z nich zdawała sobie sprawę, co ich czeka.

,,Dlaczego muszę wyjechać? To przecież nie moja wina, że jestem chora."
,,Teraz wiem, że nigdy nie wrócę. Ale jeżeli musimy umrzeć, będzie to łatwiejsze do zniesienia dla nas niż dla tych, którzy każą nam umierać."

Liczbę lekarzy biorących udział w ludobójstwie szacuje się na 350, a w tym wielu noszących tytuł profesora uniwersytetu. Część z nich popełniła samobójstwo. Nieliczni zostali osądzeni. Zbrodnię uważa się po ten czas za nierozwiązaną. Świadczy o tym dobytek literacki mówiący na temat ,,ludobójstwa-eutanazji". Problem do tej pory nie został gruntowanie zbadany. Powstało w Polsce dzieło monograficzne poświęcone danej tematyce pod redakcją Zdzisława Jaroszewskiego ( Wydawnictwo Naukowe PWN 1993). Posiada ono kompilacyjny charakter oraz jest dość przestarzałe, co wpływa na jakość informacji, które się w nim znajdują. Powstały także artykuły związane z przedstawioną przeze mnie zbrodnią, jednak autorzy podeszli do tematu dość ogólnikowo. Materiał dziennikarski nie mógł zostać przetłumaczony na inne języki, a tym samym nie uległ popularyzacji międzynarodowej.







piątek, 20 czerwca 2014

3. ,,Morowe Panny''


Morowy, czyli dzielny, wspaniały, wielki. Określenie to już dawno poszło do lamusa i rzadko kto jeszcze go używa. Sama musiałam zerknąć do słownika, aby sprawdzić jego definicję. Bez tej wiedzy nie byłabym w stanie napisać tego skromnego artykułu. Jestem święcie przekonana, że większość z Was pierwszy raz widzi ilustrację powyżej. Nie dziwię się, skoro sama się na nią natknęłam kilka dni temu. Jest ona symbolem wielopłaszczyznowej kampanii ,,Morowe Panny'', która odbyła się dwa lata temu z okazji 68. rocznicy Powstania Warszawskiego. Niestety owe przedsięwzięcie nie została rozprzestrzenione na tak wielką skalę, aby dotarło do mnie czy moich znajomych. Wielka szkoda, ponieważ przeglądając poszczególne elementy kampanii dowiaduję się, jak bardzo była ona wartościowa. Została ona realizowana przez Muzeum Powstania Warszawskiego między majem a sierpniem 2012 roku. Projekt miał na celu promowanie współczesnej kobiecości.

Na początek chciałabym przedstawić kilka kwestii organizacyjnych tejże kampanii. Po pierwsze samo Muzeum Powstania Warszawskiego o wiele wcześniej rozpoczęło swoją propagandę. Wykorzystywało do tego teatr, performance, fotografię oraz muzykę. W końcu przyszedł czas na ,,Morowe Panny''. Cała kampania odwoływała się do historii kobiet - bohaterek Powstania Warszawskiego. W jej skład wchodziły różnorodne happeningi, liczne spotkania oraz koncert w Parku Wolności. Czołowe miejsce zajmowała przeprowadzana ankieta, w której brało udział wiele ludzi z całej Polski. Koronacją przedsięwzięcia było nagranie melancholijnej płyty o tematyce najbliżej osobom biorących udział w kampanii.

Płyta. Przepiękna, dość ckliwa o niepowtarzalnym nastroju. Mogłabym polecić ją każdemu, kto lubuje się w muzyce o charterze patriotycznym. Występuje na niej trzynaście piosenek wyśpiewanych przez czołowe wokalistki polskiej sceny, np. Anitę Lipnicką, Halinę Mlynkovą. Każdy z utworów opowiada zupełnie inną historię kobiety biorącej udział w Powstaniu Warszawskim (historie są pobierane z Archiwum Pamięci Mówionej). Artystki poprzez muzykę, własny głos chcą zżyć się z bohaterkami. Wychodzi im to fenomenalnie, dlatego ciężko jest mi wyłączyć głośniki przy tych cudownych dźwiękach. W tekstach nie występują tylko elementy mówiące o walce zbrojnej kobiet, lecz także o cierpieniu bezbronnych matek, żon, które straciły coś więcej niż własne życie. Mimo, że płyta powstała z udziałem wokalistek zajmujących się innymi typami muzyki, to całość jest dla mnie małym arcydziełem, sztuką jeszcze nieodkrytą. Gdyby nie tak wielkie zaangażowanie twórców, z pewnością spadłaby skala emocjonalności utworów.






Myślałam, że już jestem kobietą,
A ledwo byłam dziewczyną.
Dom był pełny, drzewo rosło,
Wokół nic się nie liczyło.



Następnie chciałabym przejść do ankiety, która wywołała małą burzę głównie wśród warszawiaków. Głównym pytaniem było ,,Kim są Morowe Panny''? Odpowiedzi były rozmaite, lecz większości ludzi kojarzyły się one bardzo pozytywnie. Najczęściej odkreślenie ,,morowy`` utożsamiano z wielką odwagę oraz innymi cechami, które wspólnie tworzyłyby kobietę idealną. Kim jest, więc ,,Morowa Panna``?  Nie istnieje konkretna definicja tego splotu pojęć. Dla każdego ideał wygląda nieco inaczej, lecz całokształt postaci z pewnością byłby uosobieniem dobra: Polki-patriotki. 

Odbiegając od treści dość ogólnikowej, może warto spojrzeć na sens przypominania Polakom o ,,kobietach walczących''? Sądzę, że każdemu bohaterowi należy się cześć i chwała oraz powinniśmy ją okazywać w każdy możliwy kulturalny sposób. Pomocy kobiet, które brały udział w powstaniu, nie powinno się nigdy umniejszać. Nie tylko mężczyźni mieli decydujący głos, co do finału ataku nieprzyjaciół. Nawet najmniejszy, najdrobniejszy element budował całość, tragiczną układankę. Bohaterowie żyją nadal, gdy tylko istnieją w naszej pamięci. Dajemy im nieśmiertelność, gdy uczymy o nich nawet najmłodszych obywateli. Nic nigdy nie idzie na marne, gdy zostaje docenione, chociaż przez jednego człowieka. Krew, ból i łzy wylane dla wyższych ideałów są zawsze warte swojej ceny. 


Jedna z ankiet:


2. Zbigniew Rakowiecki

Niedawno zaczęłam swoją przygodę z kinem przedwojennym. Urzekło mnie wiele postaci, które tak bardzo odróżniają się od teraźniejszych pseudogwiazdek. Kiedyś artyści mieli klasę, a mało kto był wypromowany poprzez skandale, które mogłyby mieć oddźwięk do dnia dzisiejszego. Oglądających filmy z tego pięknego okresu bardziej urzeka gra aktorska i niesamowity klimat tych cennych arcydzieł. Wiele bym dała, aby przejść wiek wstecz i spojrzeć na tych wszystkich ludzi mających w sobie coś wyjątkowego, magicznego, obecnie niespotykanego. W teraźniejszym kinie często chce się odwzorowywać dawne ideały, jednak z dość marnym skutkiem. Rzadko mogę trafić na ekranizację mającą choć odrobinę dawnego czaru.
Pomimo dość plastikowych w pewnych momentach scen i dialogów moc filmów międzywojnia jest niebagatelnie istotna w dziejach polskiej kinematografii. Przede wszystkim zasłynęli w niej tzw. ,,amanci''. Było ich kilku, a każdy adorował część widowni płci przeciwnej w swój charakterystyczny sposób. Najbardziej urzekł mnie nieco zapomniany przez wszystkich - Zbigniew Rakowiecki. To właśnie jemu chcę poświęć tą piękną, czerwcową noc.



  • Dzieje grzechu (1933)
  • Kochaj tylko mnie (1935) jako tancerz
  • Fredek uszczęśliwia świat (1936) jako Fredek
  • Papa się żeni (1936) jako Jerzy Murski
  • Włóczęgi (1939) jako Tadek
  • Żołnierz królowej Madagaskaru (1940) jako Władzio Mącki
  • Ja tu rządzę (1941) jako hrabia Józio Lulewicz


„Nic o tobie nie wiem,
A zrobię to co chcesz,
Pójdę aż do piekła
I na koniec świata też”


Był niesamowicie wysoki i przystojny jak na amanta przystało. Ale czy to wystarczy? Niekoniecznie. Mężczyzna o nienagannej aparycji, kulturze osobistej, inteligencji, a poza tym przebojowości. Ucieleśnienie chodzącego ideału pań żyjący w dwudziestoleciu międzywojennym. Jego zawadiacki uśmiech oraz poczucie humoru i lekkość bycia przyciągały tłumy niewiast. W sumie nic dziwnego.
Zbigniew Leszek Rakowiecki urodził się 14. czerwca 1913 roku w Łasku. Miał możliwość uczenia się w szkole gimnazjalnej w Warszawie, lecz ostatecznie maturę zdał w Zakopanym. Pod względem obierania swojej życiowej drogi był bardzo niezdecydowany, nie za bardzo wiedział kim chciałby zostać w życiu. To własnie wpłynęło na wybór (a raczej wybory) jego studiów. Na początku lat 30. rozpoczął studia na Akademii Sztuk Pięknych, lecz przeniósł się na Wydział Architektury Politechniki Warszawskiej, którą również rzucił by ostatecznie studiować w Szkole Nauk Politycznych. Żadnej wyższej szkoły jednak nie skończył, ponieważ cały swój cenny czas przełożył na swoją pasję, którą była gra na scenie. Zbigniew Rakowiecki miał niesamowity talent aktorski, wokalny i taneczny. Był uważany za polskiego mistrza stepowania tychże czasów. Od 1933 roku grał w zespole rewelersów w Teatrze ,,8.30''. Mężczyzna grał na różnych deskach teatralnych, w tym:  w ,,Teatrze przy Kredytowej'', w teatrze ,,Komedia'', w teatrze ,,Hollywood'', w ,,Wielkiej Rewii'', w ,,Cyruliku Warszawskim'', w teatrze ,,Ali-Baba'', w ,,Teatrze Ateneum'' oraz w Teatrze im. Juliusza Słowackiego w Krakowie. Jego pierwszym debiutem był epizod w drugiej przedwojennej ekranizacji powieści Stefana Żeromskiego pt. ,,Dzieje Grzechu'' u Henryka Szaro. Największą popularność zyskał otrzymując główną rolę w filmach o młodym wynalazcy Fredku w reż. Zbigniewa Ziembińskiego z 1936 roku: ,,Piosenka o miłości'' i ,,Fredek uszczęśliwia świat''. Niestety jego kreowana postać została niechętnie przyjęta przez krytyków, którzy uznali grę Rakowieckiego jako zupełnie beztreściową. Kolejne role młodego aktora były uznawane za wybitniejsze.

Filmografia


Piękne czasy dla kina przedwojennego minęły wraz z nadejściem II wojny światowej. I tym samym skończyła się fenomenalna passa Zbigniewa Rakowieckiego. Objęła go mobilizacja do wojska, a następnie jako żołnierz Armii Krajowej walczył w Powstaniu Warszawskim. Oczywiście oprócz działalności zbrojnej występował w teatrzykach jawnych przy ul. Marszałkowskiej 43, na których dawał ostatnie popisowe przedstawienia. Rakowiecki był strzelcem na Ochocie w 403 plutonie. W czasie powstania zgodnie z rozkazem przed godziną ,,W'' dotarł do macierzystego oddziału na Kole. Jednostka ta została rozbita przez Niemców. Ranny Rakowiecki dostał się do niewoli, a później został rozstrzelany 5. sierpnia 1944 roku przy ul. Radomskiej 14. W powstaniu ginie cała jego rodzina z wyjątkiem żony - Karoliny Lubieńskiej. Wielki aktor oraz bohater spoczywa na Cmentarzu Powstańców Warszawy przy ul. Wolskiej 174/176 (kwatera 73). 

Tak właśnie giną wspaniali artyści, którzy tak wiele mogliby wnieść do dorobku polskiej kultury. Nie raz niemal ze łzami w oczach oglądałam filmy z jego udziałem i zastanawiałam się, dlaczego wielcy ludzie muszą ginąć tak młodo lub czemu nie żyją w obecnych czasach, abym chociaż miała teoretyczną szansę ich poznać. Nigdy już się nie dowiem, jaki w życiu prywatnym był Zbigniew Rakowiecki i zostaje mi jedynie snucie hipotez. Mam tylko cichą nadzieję, że jeszcze dożyję tych czasów, gdzie typowi `amanci` będą królować na świecie, aby zarozumiali faceci bez szacunku do niczego, bez ambicji, bez ideałów po prostu wyginęli. 









Link do wywiadu ze Zbigniewem Rakowieckim
oraz jego zdjęcia z czasów gimnazjum:



czwartek, 19 czerwca 2014

1. Początek

Może kilka słów wstępu. Wiem, że wiele osób zdziwi się, czemu założyłam po raz kolejny bloga. Sama uznałam, że jest to najlepsze rozwiązanie, jeśli miałabym rozpocząć w poważny sposób działalność blogerską. Wcześniejszą moją pracę uznaję za średnio udaną, ponieważ nie każdy potrafiłby zrozumieć przekaz treści napisanych przeze mnie. Wcześniejszy blog był zbyt ogólny i nie skupiał się na konkretnych problemach. Obecnie wytyczyłam sobie pewne granice, a posty mają mieć zupełnie inny charakter. Chcę opierać się na konkretnych faktach i dodawać swoje komentarze, które oczywiście nie zawsze muszą być dla wszystkich tak oczywiste. Jestem tylko człowiekiem. Młodym człowiekiem. Popełniam masę błędów, lecz mimo to staram się poszerzać swoje horyzonty. Nie jestem pewna, czy tym razem uda mi się wszystkich zadowolić, jednak zdaję sobie sprawę, że mój nowy blog przyniesie masę krytyki. Zawsze da się kogoś pracę zmieszać z błotem, gdy tylko ma się inne poglądy. Ja swoich nie mam zamiaru zmieniać za sprawą jednostek. Rozumiem, że poprzez jakąkolwiek publiczną działalność jestem narażona na masę nieprzyjemnych wypowiedzi w moim kierunku oraz do treści zawartych na moim blogu.


Wydaje mi się, że gołym okiem można dostrzec na jaki temat będę pisać. Nie zaciekawi to prawdopodobnie rzeszy ludzi, lecz nie zaszkodzi mi spróbować pokazać, że historia może być naprawdę pasjonująca. Mam zamiar skupić się na poszczególnych biografiach osób, które wyjątkowo mnie zainteresowały i z pewnością ich działanie odbiło się na dziejach Polski. Oprócz tego mam zamiar przedstawiać ciekawie, ale również szczegółowo różne, charakterystyczne wydarzenia. Nie tylko będę chciała zwrócić uwagę na te, które miały miejsce w przeszłości bliżej lub dalszej, lecz chcę relacjonować chwile, które obecnie odciskają ślad na polskiej historii. Przede mną trudne wyzwanie, o wiele trudniejsze niż wcześniej. Muszę bazować na dokładniej, podręcznikowej wiedzy, którą powinnam czerpać z różnorodnych źródeł. Ważna będzie moja opinia, którą muszę przedstawić w taki sposób, aby nie urazić nikogo a tym samym być konsekwentną we własnej krytycznej analizie faktów historycznych.


Jeszcze raz chciałabym zaznaczyć, że jestem niedoświadczoną osobą i dopiero się uczę. Chcę przekazać moją dotychczasową wiedzę, myśli i przypuszczenia ludziom, którzy w lekki sposób do nich podejdą. Nie jestem dziennikarką ani historykiem. Jestem zwykłą dwudziestolatką, która w prosty sposób chce się przyczynić do pamięci narodowej wśród czytelników oraz do wywołania w nich patriotycznych odruchów.

Miłego Weekendu :)