piątek, 18 lipca 2014

17. Reklamy - ,,małe oszustwa przedwojenne"

W czasie dwudziestolecia międzywojennego nie wiedziano wiele o reklamie. Od tamtej pory wiele się zmieniło, lecz pewne elementy pozostały nienaruszone. Istotne było przede wszystkim sprzedać produkt lub usługę. Techniki perswazji były też bardzo podobne do współczesnych, ponieważ to, co kierowało człowiekiem kiedyś, kieruje do naszych czasów. Człowiek chce zaspokoić własne potrzeby, a pomóc ma mu reklama, która nakierowuje go w banalny, bezpośredni sposób. Mimo, że potrafimy się doszukać wielu podobieństw między teraźniejszością a przeszłością w danej branży, to również niczym trudnym jest odnajdywanie ich różnic. Przed II wojną światową obie strony, reklamująca się i reklamowana były głównie zadowolone ze swych działań. Jedynie odbiorca mógł poczuć się zniesmaczony jej nadmiarem, agresywnością i niskim poziomem. Wywoływała zdziwienie, śmiech i w wielu przypadkach - oburzenie. Nikt w tych czasach nie zajmował się badaniem rynku oraz jego nadzorowaniem.

W 1910 roku podczas kongresu agentów reklamowych w Baltiomore stworzono reguły dotyczące reklam prasowych (także tych polskich). Oto kilka z nich:

1. Nie będziesz w reklamie kłamał, tylko mówił najistotniejszą prawdę. 
2. Nie zanudzisz czytelnika zachwalaniem tej prawdy, jeno podasz mu ją w sposób barwny, świeży, nowy, zajmujący, bardziej zajmujący niż felieton utalentowanego nowelisty. 
3. Nie będziesz ganił w niej bliźniego konkurenta, jeno mówił o sobie i to w taki sposób, aby czytelnik zrozumiał, że produkt twój jest największym cudem świata. 
4. Ta reklama staje się przyjacielem i doradcą czytelnika, która potwierdza sprawdzone przez niego doświadczenie. 
5. Do kreślenia treści reklamy używaj najlepszych piór. Do ilustrowania klisz - zamawiaj najlepszych artystów. (...)
7. Unikaj krzyczących sposobów rozgłosu z wieży; przestań wierzyć w reklamy na skałach i wodospadach. Podróżny uśmiechnie się po raz pierwszy, a potem jeżeli jest inteligentny, złorzeczy szpecącemu plakatowi. O nieinteligentnego zaś nie dbaj. Nic łatwiejszego jak ośmieszyć przez niezręczną reklamę dobry nawet artykuł (sic). 
8. Trzymaj się przeważnie prasy obliczonej na czytelników ze wszystkich sfer i myśl o tym, aby czytelnikowi uczynić niespodziankę. Gdy w różnych rubrykach w urozmaiconej formie odczyta twe ogłoszenie jednego dnia, nabierze zaufania do twej inteligencji. A kupiec rozumny nie może być oszustem i daje towar rzetelny.
9. Posiłkuj się coraz częściej drutem telegraficznym. Działając na odległość, ogłaszaj jednego dnia równocześnie na całej kuli ziemskiej. wynik będzie nieprawdopodobnie wielki. 
10. Nie zadłużaj się na reklamę. Ten wydatek tak samo jak komorne lub podatki ponosić powinieneś ze świeżego grosza - środkami rozporządzalnymi mierz rozmiary swych przedsięwzięć.

Jako pierwsze powstały artykuły reklamowe drukowane w książkach i innych materiałach, a ich twórcami byli drukarze. Najstarsze polskie prace ocierające się o daną tematykę spotykamy już na przełomie XIX i XX wieku. Zawierają pouczenia oraz rady dla kupców co do istotności i skuteczności reklamy. Na początku XX wieku w Warszawie produkowano jedenaście dzienników, które przyczyniły się do szybkiego rozwoju branży. Po pewnym czasie zaczęła tworzyć się nauka dotycząca spraw związanych z pojęciem reklamy. Jej prekursorem w Polsce był prof. Olgierd Langer, absolwent Harvardu i wykładowca w Wyższej Szkole Handlu Zagranicznego we Lwowie. W latach trzydziestych zeszłego wieku powstały dwie szkoły reklamy w Warszawie i Krakowie oraz uczono jej się na poziomie uniwersyteckim w Wilnie. Zostały wydane podręczniki skuteczności reklamy (około dwudziestu).  Najbardziej aktualnymi z nich są: ,,Zasady ogłaszania" Olgierda Langera z 1927 roku i ,,Poradnik stosowania reklamy" Stanisława Zenona Zakrzewskiego z 1936 roku.



Co reklamowano w przedwojennych gazetach? Czołowe miejsce zajmowały towary codziennego użytku (mydło, pasty do butów, perfumy) oraz różnorodne okazje, wyprzedaże czy obniżki cen w sklepach. Kolejne miejsce stanowiły usługi. Charakterystyczną cechą reklam przedwojennych był zanik pojęcia ,,tabu", a ich kreatorzy nie krępowali się poruszać w nich tematu chorób, złej przemiany materii, bielizny, problemów dnia codziennego (piegi, łysina). Do dziś reklamy przedwojenne mogą szokować, chociaż w obecnych czasach pornografia czy ekshibicjonizm jest na porządku dziennych. W branży poruszano sprawy wstydliwe, o których nie wypadało mówić na salonach. Reklama pozbyła się częściowej cenzury dnia codziennego. Oprócz tego bardzo wyraźnie zarysowywano w niej różnice lub też stereotypy dotyczące płci. Najlepiej było to widoczne na reklamach kosmetyków lub chemii. Wszystkie częściowo oburzające elementy miały za zadanie przyciągnięcie wzroku czytelnika na zamieszczone ogłoszenie w prasie. Używano do tego również typografii, gdyż reklama przedwojenna opierała się głównie na operowaniu tekstem. Stosowano pogrubienia, powiększenia czcionki. W danym okresie poprzez rozwój działalności mogła powstać rodzina czcionek typu futura - neutralny, bezszeryfowy krój. Popularnym zabiegiem było wprowadzenie obramowywania (linie proste, odpowiednio skomponowane figury geometryczne, roślinne motywy) i ogłoszeń drukowanych ,,na boku" lub ,,do góry nogami". Rysunek reklamy pełnił rolę drugoplanową, a przesłanie tekstu stawiano na pierwszym miejscu. Treść była bardzo rozbudowana i dostarczała zainteresowanym większość informacji o produkcie. Jej język różnił się od współczesnego, a czytanie ogłoszeń z tamtych lat może doprowadzić do rozweselenia bądź zdenerwowania odbiorcy. Bardzo ciekawe może być dodawanie upominków do gazet w celu zwiększenia sprzedaży. Były to głównie różne broszury czy zeszyty powieściowe. Stosowano w czasie kryzysu kryptoreklamę. czyli reklamę bezpłatną, przesuwanie ogłoszeń do tańszych działów lub zmniejszenie powierzchni reklamowej.

W okresie międzywojnia ogłoszenia państwowe przechodziły przez Polską Agencją Telegraficzną, której zadaniem było zadecydowanie czy gazety mogą się ukazać. Wydawcy starali się kierować poglądami wyłącznie względnie handlowymi, pomijając polityczne.






Znaczącą rolę w propagowaniu reklam odgrywali aktorzy i sami stworzyli filmowe gwiazdorstwo reklamowe. Panie angażowały się w ogłoszenia związane z futrami, mydłami pachnącymi, kosmetykami i słodyczami. Natomiast mężczyźni polecali modne garnitury, krawaty, buty i zegarki. Poza tym zawzięcie reklamowali się jubilerzy, krawcy i inny rzemieślnicy.

Za prekursora aktorstwa reklamowego uważa się Eugeniusza Bodo, dla którego szyto garnitury następnie zachwalane przez krawców w programach kabaretowych Morskiego Oka. Mężczyzna zamiłowany w pięknych strojach, starał się zawsze ubierać wytwornie i modnie, co zaowocowało pojawieniem się jego wizerunku na plakatach zachwalających marynarki firmy Old England, pantofle od Kielmana oraz pasty do zębów. Bodo pozwolił się sfotografować trzymając w ręku ,,Przegląd Sportowy", chociaż z samym sportem mężczyzna nie miał praktycznie nic wspólnego. Działanie miało jedynie kontekst propagandowo-finansowy. Aktor jadał w najdroższych restauracjach Warszawy, a towarzyszył mu przy tym jego pies Sambo, który także był chodzącą reklamą. Eugeniusz Bodo odmówił natomiast reklamowania swoją twarzą wódki Baczewskiego, ponieważ uważał, że abstynent nie powinien propagować tego typu używek.

Coraz większe grono aktorów zaczęło poszerzać szeregi gwiazdorstwa reklamowego. Nina Andrycz zachwalała kosmetyki Cebid, Maria Bogda puder Velor-Paris, Żabczyński ubrania firmy Gustawa Molendy i Syna, Loda Halama czekoladki Fuchsa, Hanka Ordonówna buty i śniegowce firmy Pepege, Zula Pogorzelska trunki z Domku Handlowego Bernharda, Dymsza puder Sudoryn, a poza tym wszyscy aktorzy dołączyli swoje zdjęcie do czekoladek Wedla, które sprzedawano razem z biletami do kina.

REKLAMY TERAZ JAK I KIEDYŚ KREUJĄ WŁASNĄ RZECZYWISTOŚĆ. 
NALEŻY JE TRAKTOWAĆ Z PEWNYM PRZYMRUŻENIEM OKA.
ŁATWO MOŻNA DOSTRZEC, ŻE MAŁE OSZUSTWA 
I WYOLBRZYMIENIA NIE SĄ TWOREM NASZYCH CZASÓW. 

sobota, 12 lipca 2014

16. Niedźwiedzica Baśka

W historii świata wiele zwierząt miało swoje szczególne miejsce. Głównie były przyjaciółmi ludzi i pomagały im wyjść z wszelakich opresji. Nie zawsze się o nich pamięta sugerując, że należały one jedynie do grup nic nie znaczących, nie mających rozumu ani uczuć. Wiele opowieści zmierza do obalenia tychże opinii. Bardzo znana jest historia niedźwiedzia Wojtka, lecz czy ktoś słyszał o pięknym, choć smutnym losie jego ,,prababki" Baśki Murmańskiej? W swoim życiu dokonała więcej niż nie jeden człowiek. Niedźwiedzica posiadała ludzkie odruchy, które wytwarzały podziw wśród osób mających szansę ją poznać. Opowieść o Baśce rozpoczyna się na Oceanie Lodowatym, gdzie się urodziła. Jej matką była piękna, okazała niedźwiedzica, która jak inne niedźwiedzie posiadała śnieżnobiałe futro i czarny nos. Przez cały okres przebywania przy rodzicielce uczyła się wielu sztuczek, które pomagały jej w późniejszym życiu na pewnym typie uwięzi. W kolejne etapy życia niedźwiedzica wchodziła dość niewinnie. Została wykupiona na targu od chłopa przez Walentego Karasia, gdy miała pół roku . Mężczyzna był wówczas skupiony na rywalizacji z pewnym Włochem o względy damy, którą oboje spotkali na balu misji francuskiej. Przeciwnik dowiedział się, że kobieta przepada za zwierzętami, więc spróbował to wykorzystać. Zawody się rozpoczęły, a Włoch jako pierwszy przyprowadził łasicę. Na to Karaś przychodząc pod jej dom zaprezentował gronostaja. Kolejnego dnia przeciwnik miał przy sobie żółtego lisa, a Polak wilczka, który zagryzł pupilka Włocha (niestety wilczka rozszarpały achangielskie łajki). Punktem kulminacyjnym było spotkanie Włocha z błękitnym lisem oraz Walentego z białym niedźwiadkiem prowadzonym na łańcuchu. Lis zauważając swojego naturalnego wroga uciekł przewracając swojego właściciela. Wtedy nasz miś skorzystał z okazji zaciskając zęby na ,,dolnej części pleców" Włocha. Dama, o którą wybuchła rozgorzała walka, krzyczała z wrażenia i wybiła łokciem okno. Walenty Karaś poczuł się zwycięzcą i stwierdził, że uratował honor polskiej armii, w której służył.




Jeszcze tego samego dnia wokół Baśki roztoczył się jeden mały skandal. Psu angielskiego generała dowodzącego wojskami koalicji bardzo ,,spodobała się" młoda niedźwiedzica i zapragnął urządzać z nią swawolne amory. Niestety Baśka nie odwzajemniła psiej adoracji i jednym potężnym ciosem pozbawiła zalotnika życia. Po rozmowach z dowódcą batalionu majorem Julianem Skokowskim zarządzono dziesięciodniowy areszt dla właściciela stworzenia. Baśkę zaczęto oswajać z ludźmi, stała się łagodna i bawiła się z dziećmi żołnierzy oddziału. Następnie rozkazem dziennym jako córkę regimentu przydzielono niedźwiedzicę do kompanii karabinów maszynowych batalionu murmańskiego i wyznaczono wikt. Z czasem stała się jednością ze swoimi żołnierzami, którzy ją pokochali. Jej postać była żywym sztandarem, który prowadził do wiecznego bohaterstwa. Osobistym opiekunem lub też niedźwiednikiem Baśki został kapral Smorgoński należący do dowódców bardzo wymagających. Nie szczędził sił na swoich żołnierzach, jak i samej niedźwiedzicy. Mężczyzna do nauki musztry Baśki podchodził z wielką determinacją i nie ograniczał się lekkim karceniem stworzenia. Kapral ćwiczył niedźwiedzicę ogniem i żelazem oraz innym nieprzyjemnymi narzędziami. W końcu udało mu się nauczyć Baśkę musztry, a w tym salutowania i naśladowania kroku marszowego. Smorgoński nawet zaprzyjaźnił się z niedźwiedzicą i prowadził z nią długie, wieczorne rozmowy. On pierwszy nazwał ją Baśką.

Zabawne były perypetie związane z wątpliwościami dotyczącymi płci Baśki. Cały jej oddział został podzielony na dwa wadzące ze sobą frakcje, zrzeszające zwolenników dwóch opcji. Aby rozstrzygnąć tą kwestię wezwano młodego lekarza ginekologa z Warszawy, który stwierdził, że niedźwiedź jest samicą. Wcześniej przyjmowano zakłady, co do burzliwego sporu. Po wygranej jednej ze stron zaczęto wnosić okrzyki i strzelać z radości na wiwat, co spowodowało zaalarmowanie angielskiego dowództwa.

Oddział murmański z wojskami koalicji popłynął parowcem do Gdańska 20 września 1919 roku. W tamtej chwili miał już za sobą półtoraroczne zmagania w północnej Rosji. Do Polski postanowiono przedostać się przez Anglię, gdzie witano żołnierzy na miarę największych bohaterów. Baśka miała wpływ na poglądy osób wiwatujących. Sama wyglądała na dumną ze swojego oddziału, chociaż głównie jej postać przynosiła Polakom niemałą chlubę. Anglicy z chęcią podziwiali dzikie, a zarazem oswojone stworzenie. Kilka miesięcy później 22 grudnia 1919 roku batalion po tymczasowym stacjonowaniu w Modlinie, przybył na defiladę, która odbyła się na Placu Saskim. Żołnierze maszerujący w asyście orkiestry wzbudzali ogromne zainteresowanie, lecz tłumy porwała nasza niedźwiedzica. Po mszy polowej i przemówieniach generałów oraz biskupów przyszedł moment na defiladę przed Naczelnikiem  Państwa - Józefem Piłsudskim. W czasie jego spotkania z Baśką mężczyzna chciał ją pogłaskać wyciągając w jej stronę dłoń, lecz ona bez namysłu podała mu swoją łapę. Swoim czynem rozbawiła Józefa Piłsudskiego.

Wesołe życie Baśki nie miało tak komediowego finału. Gdy wróciła do Modlina codziennie była wyprowadzana na zimne kąpiele w Wiśle. W czasie jednej z nich zerwała się z łańcucha i przepłynęła na drugą stronę rzeki. Tam ujrzał ją miejscowy chłop Wawrzon, który wiedział kim jest słynna niedźwiedzica, lecz uznał, że z jej futra byłaby zadowolona jego Marysieńka. Mężczyźni złapali za widły i zakłuli wystraszoną Baśkę. Gdy kapral Smorgoński zauważył brak pupila wyruszył wraz z innymi żołnierzy na drugi brzeg Wisły. Niestety nie udało im się uratować zwierzęcia, które było już obdzierane ze skóry. Na początku chłopi nie chcieli oddać ciała niedźwiedzicy, ale zmienili zdanie, gdy żołnierze zaatakowali ich sztachetami od pobliskiego płotu.

Baśkę wypchano i wstawiono do Muzeum Wojska Polskiego. Po wojnie została z niego usunięta i ślad po niej zaginął. Historia niedźwiedzicy została opisana przez pisarza batalistycznego Eugeniusza Małaczewskiego w opowiadaniu ,,Dzieje Baśki Murmańskiej" wchodzącego w skład tomu opowiadań ,,Koń na wzgórzu". Wizerunku niedźwiedzicy użyczył sobie Michał Bylina na swoim obrazie ,,Przegląd oddziałów Murmańczyków przez Naczelnego Wodza w Warszawie".

piątek, 11 lipca 2014

15. Matura - jak wyglądała wiek temu?

Matura 1933; Gimnazjum im. Stefana Batorego w Warszawie


Niedawno moi rówieśnicy i rok młodsi koledzy otrzymywali wyniki egzaminu maturalnego, który jest warunkiem kontynuowania nauki na uczelniach wyższych. W tych czasach maturę posiada prawie każdy, a jej zaliczenie nie jest dla społeczeństwa wielkim zjawiskiem. Po części nawet ukończenie studiów magisterskich nie stwarza dla każdego świetlanej przyszłości. Wykształcenie zaczyna powoli odchodzić na dalszy plan, a ludzie wykazujący się wielką inteligencją, mądrością są pomijani na rzecz osób posiadających układy, układziki i inne drogi szybkiego zarobku. Wiek temu podejście do egzaminu maturalnego czy samych studiów było zupełnie inne. Nie zmienia to faktu, że powszechne uznanie matury za ogromnie trudny sprawdzian jest mitem. Zaliczenie danego egzaminu wiązało się z prestiżem, ale niekoniecznie związanym z posiadaniem wielkiej wiedzy wielokierunkowej. Niegdyś nasz kraj borykał się ze sporym odsetkiem analfabetyzmu, co także powiększało znaczenie posiadania wyższego wykształcenia. Po zdaniu matury uczeń nie tylko miał otwartą furtkę do rozpoczęcia studiów, ale również do pracy jako urzędnik administracji państwowej. W całej Polsce jedynie kilka tysięcy osób przystępowało do egzaminu dojrzałości. Miało to spory oddźwięk finansowy, gdyż na kształcenie dzieci stać było jedynie ludzi zamożnych, inteligentów oraz proletariuszy mających stałą pensję. Pracowników budowlanych nie było stać na opłacanie edukacji pociech, gdyż ich zajęcia były sezonowe. Podobnie temat owijał się wokół mieszkańców wsi, wśród których panowała największa bieda.

Egzamin dojrzałości wprowadzono w Prusach w VIII wieku. Przykładano tam ogromną wagę do nauki. Przykład z Niemiec wzięła cała Europa wraz z Rosją. W Polsce w czasie zaborów (przed rokiem 1914) obowiązywały trzy systemy organizacji szkół średnich, a przez całe dwudziestolecie międzywojenne można było łatwo dostrzec różnice edukacyjne pomiędzy zaborami. Pomimo wszystko najlepszy poziom pod względem infrastruktury, rozwoju cywilizacyjnego i mentalności edukacyjnej znajdował się w zaborze pruskim, gdzie wprowadzono obowiązek szkolny. Ludzie doceniali potęgę wiedzy w przeciwieństwie do ludu zamieszkującego zabór rosyjski, gdzie spora część społeczeństwa uważała wykształcenie za niepotrzebne.



Całe koleje historyczne matur przedwojennych dzielą się na dwa etapy: przed i po reformie z 1932 roku Janusza Jędrzejewicza - ministra wyznań religijnych i oświecenia publicznego. Przed reformą matury głównie opierały się na zasadach stworzonych przez zaborców, natomiast po jej wprowadzeniu Polska zaczęła tworzyć jej własny model. Szkoła powszechna (podstawowa) trwała przynajmniej sześć lat, a średnia ogólnokształcąca kolejne sześć. W tym cztery lata nauki odbywały się w gimnazjum ogólnokształcącym zakończonym małą maturą i następnie dwa lata w liceum ukoronowanym egzaminem dojrzałości. Licea były elitarne i podzielone na profile: specjalizacja klasyczna z łaciną i greką, humanistyczna z samą łaciną, matematyczno-fizyczna lub przyrodnicza. Oprócz tego dano wstęp na wyższe uczelnie uczniom liceów zawodowych, co miało się przyczynić do wzrostu liczby studentów. Maturę pisano w aulach lub salach gimnastycznych szkół, a każdy siedział przy osobnym stoliku.

Matura przedwojenna miała zupełnie inny charakter niż ta pisana obecnie przez uczniów. Większość pytań polegała na łączeniu historii i literatury z aktualną sytuacją polityczną i socjologiczną. Konstruowano zadania w taki sposób, aby maturzysta mógł w pełni wykazać się znajomością aktualności w kraju, więc także widoczne było uzależnienie konstrukcji całej matury od danej sytuacji w Polsce. Egzamin maturalny był wówczas podzielony na dwie części: ustną i pisemną. Jako pierwszy uczniowie zdawali egzamin pisemny z języka polskiego, a później egzamin pisemny z przedmiotu, który wyznaczał profil klasy. Potem maturzysta przystępował do czterech egzaminów ustnych z wybranych przez siebie przedmiotów i zależnych od profilu klasy. Na odpowiedź uczniowi dawano około trzydziestu minut. Pisanie wypracowania z języka polskiego trwało trzysta minut, a maturzyści byli zobowiązali do wybrania jednego z trzech narzuconych im tematów. Aby zdać egzamin dojrzałości trzeba było się wykazać nie tylko wiadomościami zdobytymi w szkole. Słowacki, Norwid czy Prus nie należeli do postaci oderwanych od bieżącej rzeczywistości, ale uwikłanymi we współczesność. Tamtejsze konstruowane pytania wywoływałyby dziś popłoch nie tylko wśród uczniów, lecz także wśród nauczycieli. Nawiasem mówiąc warto zwrócić uwagę, że przed wojną jak i w PRL matury organizowały szkoły pod kierunkiem kuratorium. Dana struktura zarządzania egzaminami dawała duże pole do działania korupcji. Jedynym plusem była wiedza nauczycieli, którzy sprawdzali prace uczniów, na temat ich możliwości i ograniczeń.

Od wieków edukacja kobiet nie była brana tak bardzo pod uwagę jak edukacja płci przeciwnej. Jednak odbyły się pierwsze matury dla dziewcząt w przeddzień odzyskania niepodległości 18 czerwca 1917 roku w szkole żeńskiej Cecylii Plater-Żyberkówny w Warszawie. Do pisemnego egzaminu przystąpiło osiem dziewcząt, a sześć z nich go zaliczyło. Pierwszego dnia zdawały język polski, a następnie trygonometrię, algebrę, łacinę i język francuski lub niemiecki. Przed wojną uczennice z żeńskich szkół nie mogły przystępować do matury, a ich nauka trwała o rok krócej. Dopiero niepodległa Polska zrównała wszystkich uczniów likwidując związek płci z edukacją.

Z dzisiejszej perspektywy ciężko jednoznacznie stwierdzić czy obecna matura jest łatwiejsza od tej zdawanej wiek temu. Przyczynia się do tego brak wiedzy na temat kryteriów oceniania odpowiedzi. Obecnie pytanie z dawnego egzaminu może wydawać się dla nas banalnie łatwe, lecz nie wiadomo, czy odpowiedzi współczesnych ludzi zgadzałyby się z wcześniej narzucanymi standardami. Obecnie młodzież korzysta z internetu lub innych nowoczesnych mediów, do których uczniowie kiedyś nie mogli mieć dostępu. W zamian młodzi ludzie mieli więcej czasu na kształcenie klasyczne, a nauka do egzaminów z przedmiotów kierunkowych była bardzo dokładna. Poza tym mimo dobrej opinii studentów przedwojennych istnieje wiele źródeł mówiących o ich niskim poziomie wiedzy. Profesorowie byli przerażeni ubytkami edukacyjnymi maturzystów i studentów. W sumie strach przed przyszłością pod względem naukowym towarzyszy także polskiej inteligencji naszych czasów. Ciężko jest narodowi zadowolić się z wiedzy, którą posiada społeczeństwo i możliwości jej rozwoju w różnych dyscyplinach.